1. To zaczęło się już tamtej Nocy Krzykiem w męce pierwszego oddechu, Który podczas truchlejącej mocy Zbudził świat skupiony pod strzechą. 2. Narastało potem w ucieczce Przez rozgrzane pustynne piaski, Gdy się wzniosły skrwawione miecze I goniły ochrypłe wrzaski. 3. I nie było śpiewów anielskich Przy codziennej ciężkiej robocie Lecz zgrzyt piły o twarde deski, Które Chłopcu podawał ojciec. 4. To już było w tamtym Ogrodzie, Gdy przed znanym lęk się zakradał. I w tym gorzkim pocałunku-zdradzie, I gdy zbrojnych opadła gromada. 5. I wciąż rosło z każda godziną Kiedy inni szyderczo się śmieli, A we wodzie, ze znudzoną miną Umył ręce Procurator Judei. 6. Potem przeszło w ból żywy na twarzy, Na rozdartych plecach i skroni. I w to, co musiało się zdarzyć: Gwoździe w stopach i gwoździe w dłoni. 7. Na to trzeba być ludzką istotą, By się bać i odczuwać cierpienie. A więc stał się – w cierniu Człowiek oto, Syn Żywego Boga – Odkupienie
Słowa: Janusz Przetacznik
Oglądany: 10 767 wyświetleń tekstu
Dodany: 14 września 2006