Ach kim?

Wracałem już z połowu, a sieci chude z głodu,
Ten człowiek stał na brzegu, wypłynąć kazał znów.
Gdy zarzuciłem sieci wsłuchany w jego słowa,
Ja nie wiem, w jaki sposób, że ryb tam było w bród.

Ach, kim ty jesteś, człowieku, że mocne są twe słowa,
Że moc jest w twoich dłoniach, że idziesz w imię Boga.

Poszedłem wtedy za nim, wesele było w Kanie,
Tam z dzbanów pełnych wody dał wino młodej parze.
Nie jeden raz, jak szliśmy, gdy ślepiec o grom błagał,
On wtedy jednym słowem ślepemu wracał wzrok.

Widziałem też tłum głodnych, jak o kęs chleba łkał,
Najedli się do syta, choć pięć bochenków dał.
I szedłem też po wodzie tak, jak szedł do mnie on,
Zwątpiłem, zacząłem tonąć, on podał mi swoją dłoń.

Gdy w Paschę jadł wieczerzę, powiedział łamiąc chleb,
Że to jest jego ciało, a wino - jego krew.
A potem się go zaparłem, widziałem, jak dźwigał krzyż.
Tak gorzko, gorzko płakałem, i on wybaczył mi.

Widziałem go dnia trzeciego, gdy w wieczerniku był,
A gdy wstępował w niebo, otuchy nam dodał i sił,
A potem coś się stało, szum z nieba, ognia błysk
I odtąd mnie ludzie pytają, pytają mnie do dziś.

Chwyty na gitarę:

fis A 
E fis E

Oglądany: 6 933 wyświetleń tekstu

Dodany: 14 września 2006